Wszystkie dla tagu: psycha

Chemiczne akapity – mrok

[…] Możemy wszystko, ale zawierzamy swój los technologi — jak zwał. Za dużo kalkulujemy, silimy się na potężne wyzwania, bo tylko takie zrobią wrażenie w social mediach i tylko takie mogą konkurować z dziesiątkami podobnych. Zapomnieliśmy, że przygoda czai się za rogiem. Jest w lesie, za wzgórzami, w mieście (kiedy słońce chyli się ku zachodowi, kiedy chłód wieczora wypiera skwar dnia, kiedy ruch ustaje, miasto zwalnia, autochtoni wychodzą na ulicę, zmienia się klimat, staje się tak bardzo lokalnie). I to właśnie jest słowo klucz: lokalnie! Pragniemy podbić świat, a nie znamy własnej okolicy. Chcemy zdobywać najwyższe szczyty, a nie widzieliśmy panoramy ze wzgórza za domem… Czasami trzeba położyć się na trawie, przytulić głowę do ziemi i przekonać się, że pod naszymi stopami dzieje się coś niesamowitego. I czasami trzeba przegnać precz te wszystkie treningi, rekordy, wychodzenie poza strefę komfortu, wspaniały sprzęt, racjonalne myślenie i pójść na żywioł, bo wtedy mamy szansę zobaczyć świat z innej perspektywy i odkryć coś z pozoru małego, a w istocie wielkiego. I nie bać się… porażki, jakąkolwiek by była.” Nie …

Nie przyjechałem się tutaj ścigać…

Ja, przyjechałem się kochać. Tak. Kochać. Znam swoje miejsce w szeregu, swoje możliwości. Mogę przycisnąć, żyłować, spalać się i napieprzać jak dzik, ale po co? Żeby się sprawdzić? Już to robiłem i wiem na co mnie stać. Żeby gonić uciekający czas i urwać cenne sekundy z rekordu życiowego w maratonie? Cholera, to fajne, ale kiedy powtarza się zbyt często, to cuchnie rutyną. Żeby utrzymać kondycję? Robię to codziennie, biegając, kręcąc korbą, czy przekopując grządki. Ale o co chodzi? Chodzi o nieściganie i brak rywalizacji. Nie czuję tego, nie teraz. Teraz chcę, bez presji, oddawać się pasji. I pasja. Jest bieganie, ale też są inne rzeczy, które wciągają mnie bez reszty. Jest ogród i droga ku niezależności, jest marzenie o stolarni – ciągle w realizacji. Mam tysiące planów i tyle samo nowych pomysłów. Jak to bywa w życiu, trudno je wszystkie ze sobą pogodzić. Kiedy tak myślę o tym, czego pragnę, dochodzę do wniosku, że bieganie to nie wszystko. Napisałem kiedyś, że „pasja to ja, to coś, co mnie określa”. I tego się trzymam. Jestem sumą …

Trzeci. Kilka faktów z życia biegowego

Zachciało mi się. Wróciłem do treningów i pisania. Pierwszy trening okazał się mało spektakularny. Skończyło się na kilkukilometrowym rozbieganiu, potężnym zmęczeniu i… tak, mogę to uczucie, już po, nazwać zadowoleniem. W zasadzie nie miałem żadnych oczekiwań i przewidywałem, że poziom formy nie zaskoczy mnie pozytywnie, okaże się marny i kiepski jak samopoczucie, które ostatnio mi doskwierało. Sukcesem, niewątpliwie, jest to, że w miarę szybko wróciłem do zdrowia po paskudnej grypie i zapaleniu oskrzeli. Sukcesem jest również to, że pozwoliłem sobie na wypoczynek, przełamałem się, uporządkowałem co niektóre sprawy oraz zweryfikowałem cele i bez zbędnych ciśnień wróciłem do tego, co lubię, czyli udeptywania bezdroży. Przyjemny deficyt czasu? Sam w to nie mogę uwierzyć, ale tak, okazało się, że brak czasu i napięty harmonogram może być przyjemny, szczególnie jeśli odnosi się do zbioru ulubionych zajęć. Łączę pracę w ogrodzie – postanowiłem wprowadzić w życie pewien śmiały plan – i treningi siłowe. Trening obwodowy można wykonywać w różnych okolicznościach, ale ten miks przypadł mi szczególnie do gustu. Trenuję, pracuję, a ogród z dnia na dzień staje się coraz …

Kilka faktów z życia… niebiegowego

Czasami znikam. Kiedy mi źle, ciężko na duszy i boli serce – uciekam. Nie odzywam się dniami i tygodniami. Ale to nie znaczy, że nie pamiętam. Ja… sam nie wiem jak to nazwać. Nie unoszę, muszę się wyłączyć i zresetować. 1. Nie biegam od dwóch tygodni. Nie powiem, jest dziwnie, na pewno nie jest mi z tym aż tak dobrze, jak do niedawna myślałem. Nie wiem, czy to efekt odstawienia, czy narastający stres, ale zaczynam czuć się paskudnie. Pomimo przygnębienia, złego samopoczucia nie potrafię wyjść na trening. Fakt, dwa dni temu przebrałem się w biegowy uniform, ale skończyło się na półgodzinnym spacerze z psem po okolicznych polach. Równolegle, do stanu przygnębienia, pojawia się złość i irytacja. Wkurzają mnie motywacyjne obrazki, teksty typu: „czy już biegałeś, bo ja zaliczyłem wspaniały trening i machnąłem/łam 12 kilosów”. Czujecie? Włączam kompa w pracy. Jest godzina siódma z minutami, przeglądam pocztę, loguję się na fejsa, a tam takie teksty. Szlag człowieka może trafić. Kogo, do cholery, obchodzi czy biegałeś/łaś rano, w nocy, czy w południe. Kogo obchodzi to, że w …