Wszystkie dla tagu: relacje

Rajd Konwalii + piwo = piwo konwaliowe

Otwieram zimną puszkę Radlera. Skraplająca się na jej powierzchni woda spływa mi po palcach. Za chwilę ugaszę pragnienie, za chwilę znajdę ukojenie. Przykładam puszkę do ust i w jednej chwili, niczym gimnazjaliści z filmów na YT, zeruję jej zawartość. Zimne prawie-piwo przelewa się przez przełyk chłodząc rozgrzane wnętrzności. W tym momencie, kiedy puszka ląduje w koszu na śmieci, zaczyna szumieć mi w głowie. Zaciskam mocno prawą powiekę, a lewym okiem staram się złapać ostrość. Co jest kurka? To tylko 2% vol., a tak mnie sponiewierało. Kiedy mgiełka ustępuje i mogę bez trudu odczytać mapę, łapię kierunek i ruszam w stronę najbliższego PK. Startowy chillout trwa w najlepsze. Pozwalam sobie na luz, na marsz, na długie i bezpieczne przebywanie w strefie komfortu. Tak było na Szadze, tak jest teraz i tak będzie podczas IWW. Początek mam mocny, zrywam się do biegu i gonię za tłumem. Jest chłodny poranek, biegnie się lekko i przyjemnie. Towarzyszy mi kolega, z którym ścigałem się podczas trzeciej edycji RK. Cieszymy się jak dzieci, bo jest tak fantastycznie, a my możemy bez …

Pierwszy…

Dziś stworzyłem listę z marzeniami. Kiedyś twierdziłem, że takie listy to głupota i sporządzają je tylko desperaci (przepraszam), bo ludzie, którzy chcą i spełniają marzenia, nie potrzebują list, bo żyją marzeniami, bo mają je w głowie. Dlaczego zmieniłem zdanie? Przekonałem się, że skrawek papieru zapisany zdaniami, które zawierają intymną część mnie, jest jak talizman. A kiedy poczuję się zagubiony tak jak teraz, jak w tej chwili, i będę trwał w tym stanie długo, zbyt długo, to odwinę ten skrawek papieru i przypomnę sobie dlaczego żyję. I będę odwijać go wtedy kiedy pojawi się nowa tęsknota i nowe pragnienie, i zapiszę je, żeby wiedzieć zawsze. A stare marzenia, ich nie wykreślę, odhaczę tylko, ku pamięci niesamowitych chwil, które przeżyłem. O tak. Zbliżyłem się do biegowego dna, sięgnąłem tak głęboko, że głębiej, w moim przypadku, się nie da. A może, po prostu, nie chcę już opadać i opadać. Tak, nie chcę. Chcę natomiast wrócić, odbić się od dna, choć wiem, że szybko nie wypłynę, bo od mulistego dna odbić się trudno, a i stopy grzęzną. Cholera, trzyma …

Tutaj rządzi ból! – Historia pewnego startu #1

Doigrałem się. Kiedy jest się na wegańskiej diecie trzeba z należytą uwagą przygotować się do startu. Kilka zbożowych batoników z hipermarketu, garść suszonych owoców i paczka solonych orzechów to zdecydowanie za mało na trasę TP-100. Zachowałem się nonszalancko i bez szacunku do dystansu, przez to teraz cierpię. Stawiam nogę przed nogą i jak zombie sunę, półmartwy – półżywy, przed siebie. Trzy godziny temu rozpocząłem drugą pętlę. Przede mną jeszcze dziewięć punktów kontrolnych. Boli mnie wszystko, każdy mięsień, a będzie boleć bardziej. Zapowiada się fantastyczna zabawa. Ponoć nadmiar zajęć oraz brak czasu zmuszają do działania. Człowiek, potrzebą chwili, staje się bardziej zorganizowany. Mi zabrakło determinacji. Nie upiekłem mega smacznych ciach na sterydach, napakowanych kaloriami, które niosły mnie podczas Oriento Expresso. Nie spakowałem do plecaka tłustej pasty z awokado. Z braku czasu, i może chęci, poszedłem na łatwiznę i w drodze do bazy zawodów odwiedziłem sklep. Wszystkie te słodkości, które sobie zafundowałem wystarczyłby, gdybym zarzucał mięcho, a w skład żelaznej racji wchodziłby kawałek tłustego boczku lub wysuszonego na wiór kabanosa. Wystarczyłyby…

IV Rajd Konwalii, czyli z dziennika Ojca Zawodnika

Natka: Tato, a czy my jesteśmy teraz sportowcami? Borman: Może sportowcami, to za dużo powiedziane, ale na pewno zawodnikami jesteśmy. Natka: Tato, a ty też jesteś zawodnikiem? Borman: Tak kochanie, ja też. Natka: To już nie jesteś tatusiem? Borman: Jestem, jestem. Jestem i tatusiem, i zawodnikiem. Natka: I tatusiem, i zawodnikiem? Zuzia: Oj Natka! Ty nic nie rozumiesz, tata jest teraz ojcem zawodnikiem! Jak się rozpoczyna Rajd? Nie wiecie? Przecież to oczywiste, od zjedzenia porcji lodów.