Wszystkie dla tagu: Sudecka 100

I kiedy tak nie startuję…

…a chciałoby się ścigać, zmęczyć, sprawdzić, powalczyć, sponiewierać jak jasna cholera, to czuję, że łagodnieję. Ciśnienia związane z przygotowaniami do startu nie męczą. Urażona ambicja, po przekroczeniu linii mety – nie w tym czasie i nie na tej pozycji – nie boli. W ogóle czuję się jakiś taki uporządkowany, wyluzowany. Nie przygniata mnie ciężar treningu, nie czuję presji czasu, czy realizacji planu. Jest doskonale. Rzekłbym – zajebiście. Jeszcze do niedawna nękałem się wizją straconego sezonu. W pocie czoła kombinowałem jak w pełni wykorzystać pozostały czas, żeby uratować każdy dzień, każdy trening. Jeszcze powalczyć, wyciągnąć ile się da z rozleniwionych mięśni. Marzenie o kolejnej życiówce nie opuszczało mojej głowy. Zawładnęło mną bez reszty. I wiecie co? Spasowałem. Odrzuciłem wszelkie myśli o rekordach i rywalizacji. Zerwałem przyklejony do drzwi lodówki, misternie przygotowywany, plan treningowy pod poznański maraton. Podarłem kartki z rozrysowanymi tabelkami na drobne skrawki i wrzuciłem do kosza z makulaturą. Dotarło do mnie to, że nie ma co wypruwać sobie flaków, jak się tego nie czuje? Skazywać się na stresujący wyścig z czasem. Dla samego faktu złamania czegoś tam, czy …

Sudecka 100

Stoję na środku drogi, gdzieś pośród łąk. Za plecami zostawiłem stadion, przede mną nic innego tylko czarna otchłań, którą tnie światło latarki. Co jakiś czas mija mnie zdyszany zawodnik. Konkurenci są bezlitośni. Napierają bez opamiętania. Wiem, że oni też cierpią, że też im z bólem nie po drodze. Ale mają tyle silnej woli, aby biec przed siebie ku mecie. Miotam się. Przed chwilą zostałem poddany największej próbie. Przebiegając przez stadion mogłem skrócić swoją mękę i zakończyć bieg. Na mej szyi zawisłby zgrabny medal, a ja mógłbym pić, jeść i odpoczywać do woli.

Sudecka 100

Właśnie sobie uświadomiłem, że za dwa dni spełni się to, do czego szykuję się od niemal roku. Stanę na linii startu. Odliczanie rozpoczynające bieg będzie trwało wieki, a kiedy rozlegnie się wystrzał dam się ponieść nogom i popędzę przed siebie wąską ścieżką – światło latarki rozjaśniać będzie noc. Niemal przespałem tych kilka przedstartowych dni, kiedy należy skupić się na logistyce, dobrać i spakować sprzęt, nastroić się na startowe fale. Ocknąłbym się w ostatniej chwili i w pośpiechu szykował izo z kisielu oraz piekł batony. A przecież przed startem sezonu nie należy się spieszyć. Prawda?