Wszystkie dla tagu: wrażenia

Oriento Expresso – wrażenia

Nie jestem zwolennikiem startów treningowych. Jeśli już to starów o niskim priorytecie. Choć jakby się temu bliżej przyjrzeć to różnice są subtelne i wydawać by się mogło, że to kwestia semantyki, nic więcej. Kiedy startuję, to daję z siebie jak najwięcej, chcę zbliżyć się do założonego wyniku. Start w Oriento Expresso jest odstępstwem od reguły, w planie mam mocny trening i nic innego. Spokojnie Marcinie! Sprinterów puść przodem. Nie masz formy, nie ma co szaleć. Skup się na mapie, na nawigacji i na tym, aby ukończyć. 

IV Rajd Konwalii, czyli z dziennika Ojca Zawodnika

Natka: Tato, a czy my jesteśmy teraz sportowcami? Borman: Może sportowcami, to za dużo powiedziane, ale na pewno zawodnikami jesteśmy. Natka: Tato, a ty też jesteś zawodnikiem? Borman: Tak kochanie, ja też. Natka: To już nie jesteś tatusiem? Borman: Jestem, jestem. Jestem i tatusiem, i zawodnikiem. Natka: I tatusiem, i zawodnikiem? Zuzia: Oj Natka! Ty nic nie rozumiesz, tata jest teraz ojcem zawodnikiem! Jak się rozpoczyna Rajd? Nie wiecie? Przecież to oczywiste, od zjedzenia porcji lodów.

Sudecka 100

Stoję na środku drogi, gdzieś pośród łąk. Za plecami zostawiłem stadion, przede mną nic innego tylko czarna otchłań, którą tnie światło latarki. Co jakiś czas mija mnie zdyszany zawodnik. Konkurenci są bezlitośni. Napierają bez opamiętania. Wiem, że oni też cierpią, że też im z bólem nie po drodze. Ale mają tyle silnej woli, aby biec przed siebie ku mecie. Miotam się. Przed chwilą zostałem poddany największej próbie. Przebiegając przez stadion mogłem skrócić swoją mękę i zakończyć bieg. Na mej szyi zawisłby zgrabny medal, a ja mógłbym pić, jeść i odpoczywać do woli.

Przejścia po Przejściu

Długo zbierałem się, aby napisać kilka słów podsumowujących udział w Przejściu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. W zasadzie nadal nie wiem jak ugryźć temat. Nie udało mi się dokonać tego, co zamierzałem. Pozostał żal do siebie samego, a znalezienie zastępczego winnego nie byłoby wystarczającym remedium na sponiewierane ego. Od soboty męczył mnie wielki, przeogromny wkurw. Miałem dość biegania i odkochałem się w górach – śmieszna, irracjonalna reakcja na porażkę. Cały tydzień chodziłem jak struty. Na trening wyszedłem dopiero w sobotę. Bieganie to niezaprzeczalnie najskuteczniejsze antidotum na smutek. Dziś jestem już spokojny i uśmiechnięty. Agresywny wkurw przekułem na chęć do kontynuowania treningu. Podskoczyło morale, motywację mam jak nigdy. Powinienem teraz odkuć się i przebiec najbliższą setkę w rekordowym czasie. Jednak tym razem odpuszczę. Nowa życiówka nie da mi satysfakcji. Mam z Przejściem rachunki do wyrównania, policzymy się za rok. Tymczasem, skupię się na treningu, a nie na zemście. Wyjdzie mi to na zdrowie. A przejście? Przejście nie straciło tego długodystansowego romantyzmu, który mnie urzekł. Było piękną, choć krótką przygodą. Jednego żałuję, szybki bieg i ciągłe skupienie na szlaku …