Wszystkie dla tagu: zamki

Złapać drugi oddech – wędrówka naprawcza cz.2

Dzień 1 C.D. – Góry Wałbrzyskie Zbiegam w dół ku asfaltowej drodze biegnącej z Unisławia Śląskiego do Głuszycy, a może odwrotnie. Ta droga to granica oddzielająca Góry Suche od Wałbrzyskich. Wąska, ale ruchliwa. Pamiętam leśną drogę, którą właśnie biegnę. Już raz ją pokonywałem, tylko że w przeciwnym kierunku. To na niej, podczas pierwszej wycieczki organizowanej pod szyldem NBR on Tour, złapał mnie pierwszy z wielu mega kryzysów. Tym razem nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Jest upalnie, ale chłodzi mnie delikatny powiew wiatru. Jestem sam i gnam przed siebie zupełnie bez ciśnienia. Z pokonywanym dystansem klaruje się zmącony spokój. Na szosie mijają mnie kierowcy prowadzący swoje piekarniki na kółkach, motocykliści, rowerzyści. Biegnący pod górę facet musi wzbudzać niemałą sensację. Pamiętam jak jeszcze byłem po ciemnej stronie mocy, biegacze niezmiennie mi imponowali. Wtedy nie byłem w stanie zmusić się do wysiłku, zaprowadzić dyscyplinę i regularnie trenować. Regularność – słowo klucz. Do dziś buntuję się przed realizacją wszelkich planów treningowych. Taka moja przekorna natura: z planem źle, bez planu jeszcze gorzej… Gubię szlak. Postanawiam pobiec na azymut. Zbiegam z …

Przełom Kwisy

Stało się! Popełniliśmy wycieczkę. Wspaniały, pełen pozytywnych emocji, błotnistych szlaków, pięknych, gdzieniegdzie zeszpeconych przez cywilizację plenerów – trekkingowy chillout. Bez ciśnień, walki z czasem, rywalizacji. Relaks okraszony podwyższonym tętnem. Alternatywa dla niedzielnej biesiady telewizyjnej. A słowo dnia, które nie opuszczało mojej niespokojnej głowy to asymilacja. GRYFÓW ŚL. Ósma zero, zero Jak tutaj brzydko – przemknęło mi przez myśl, kiedy wjeżdżaliśmy do Gryfowa. Szarość i powszechność w najgorszym wydaniu. Nocna podróż z nieprzyjemnym wydarzeniem po drodze, spowodowała poranne zmęczenie materiału. Cały ten negatywny ładunek rozładowywałem myślą, że za chwilę będziemy w drodze przedzierając się brzegiem jezior w stronę Leśnej i z powrotem. Łachotałem się myślą o konfrontacji rzeczywistości z jej wizerunkiem odwzorowanym na mapie topograficznej. Dojeżdżamy do dworca PKS. Janusz już czeka. Robert jest jeszcze w drodze. Przygotowanie do drogi, przyjazd Roberta, ostatnie ustalenia, wyjście z Gryfowa, przewinęły się tak szybko, nieistotnie, niezauważalnie. Start (początek wycieczki raczej) i powrót (nie mylić z metą) w takich sytuacjach uważam za opakowanie, niby istotny element, ale po wydobyciu zawartości – zbędny. Gdybym miał rozróżniać te dwa (nieistotne?) elementy, to …