INNE, TRENING
komentarzy 7

Trzeci. Kilka faktów z życia biegowego

Zachciało mi się. Wróciłem do treningów i pisania.

Pierwszy trening okazał się mało spektakularny. Skończyło się na kilkukilometrowym rozbieganiu, potężnym zmęczeniu i… tak, mogę to uczucie, już po, nazwać zadowoleniem. W zasadzie nie miałem żadnych oczekiwań i przewidywałem, że poziom formy nie zaskoczy mnie pozytywnie, okaże się marny i kiepski jak samopoczucie, które ostatnio mi doskwierało. Sukcesem, niewątpliwie, jest to, że w miarę szybko wróciłem do zdrowia po paskudnej grypie i zapaleniu oskrzeli. Sukcesem jest również to, że pozwoliłem sobie na wypoczynek, przełamałem się, uporządkowałem co niektóre sprawy oraz zweryfikowałem cele i bez zbędnych ciśnień wróciłem do tego, co lubię, czyli udeptywania bezdroży.

Przyjemny deficyt czasu? Sam w to nie mogę uwierzyć, ale tak, okazało się, że brak czasu i napięty harmonogram może być przyjemny, szczególnie jeśli odnosi się do zbioru ulubionych zajęć. Łączę pracę w ogrodzie – postanowiłem wprowadzić w życie pewien śmiały plan – i treningi siłowe. Trening obwodowy można wykonywać w różnych okolicznościach, ale ten miks przypadł mi szczególnie do gustu. Trenuję, pracuję, a ogród z dnia na dzień staje się coraz bardziej zagospodarowany.

Bezdroża. Upodobałem sobie bieganie poza drogami, duktami i szlakami. Biegam na szagę poprzez zaorane pola, nisko skoszone łąki, leśne powierzchnie. Prowadzi mnie miedza i wydeptana przez zwierzynę, wijąca się pomiędzy drzewami, ścieżka. Takie bieganie jest bardzo wyczerpujące. Zmusza do wytężenia zmysłów, skupienia się na biegu, czuciu gruntu i przewidywaniu kolejnego kroku. W zamian oferuje doznania inne od monotonii biegu po gładkim asfalcie, czy przyjaznym chodniku, a doświadczenie otoczenia i kontakt z naturą rekompensuje niewygodę: otarcia, wywrotki i bolesne smaganie ostrymi gałęziami. Wygląda na to, że znalazłem swój biegowy azyl. Jestem szczęśliwy.

Za moment, ubiorę stare biegowe ciuchy, wzuję zbiegane buty. Na głowę założę latarkę. Wyjdę z domu. Rozświetlając ciemność, pobiegnę przez pola, do lasu. Zatoczę koło wokół łąk i wraz z Luną, wrócę zmęczony, ale zadowolony, do domu.

Komentarze: 7

  1. Fajnie, że wracasz, fajnie że bez napięć, że już ostro do przodu bo tak łatwo o kontuzję. Bieganie tylko „na szagę” niewątpliwie wzmacnia stopę i buduje siłę ale myślę, że bieganie TYLKO w ten sposób może po jakimś czasie doprowadzić do przemęczenia układu ruchu i kontuzji. Ja bym jednak wrzucił trochę biegania po drogach leśnych i polnych. Przynajmniej te szybsze odcinki bym biegał po drogach. Trening w ogrodzie? Jak najbardziej. Trenować można w dziwnych miejscach i w nietypowych okazjach. Ja np. jakiś czas temu kilka razy prowadziłem trening izometryczny… podczas mszy w kościele.

  2. Hankaskakanka says

    Dobrze to czytać :) Wymienimy się, bo mnie bieganie opuściło i pewnie znowu zapadnę w ciszę blogową. Więc niech Ciebie bieganie nie opuszcza!

    • borman says

      Coś się te nasze nastroje zazębiają :) . Kiedy u Ciebie zrywa się porywisty wiatr weny u mnie panuje flauta :) .

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.