STARTY, ULICA
Zostaw komentarz

Ugryźć dychę

Jutro wybieram się do Poznania, wezmę udział w zachwalanej przez znajomych biegaczy Maniackiej Dziesiątce. Imprezie organizowanej od 2005 roku przez Klub Biegacza „MANIAC”, będącej świetną rozgrzewką i preludium przed wiosennymi startami na dłuższych dystansach. Przyznam się, że od dawna miałem chrapkę na „dziesiątkę”, a start w Maniackiej traktuję jako test przed kwietniowym maratonem.

Jakie założenia, oczekiwania, marzenia? Złamanie 43 minut. Zdecydowanie mogę powalczyć o uzyskanie takiego wyniku. To tylko półtora, a może, aż półtora minuty mniej od czasu, który osiągnąłem na ostatnim sprawdzianie. Jest forma. Nie odczuwam, co dziwne, stresu przedstartowego. Jeśli pójdzie coś nie tak – nie dobiegnę na metę w zakładanym czasie – świat się nie zawali. Maniacka, to start o niskim priorytecie. Bardziej trening. Pojęcie i kategoryzację startów według ich ważności zaczerpnąłem z książki J. Danielsa. Uważam, że taki podział jest bardzo zdrowy. Działa na zasadzie zaworu bezpieczeństwa. Jako ochrona przed nadmiernym wyżyłowaniem się na kilka tygodni przed startem sezonu oraz utratą morale spowodowaną potencjalnym niepowodzeniem.

Jaka będzie ta, tak reklamowana impreza? Przekonam się jutro. Żal jednak, że aura nie dopisuje i przyjdzie mi/nam ścigać się w deszczu. Liczę jednak na klimat i odpowiednio podgrzaną atmosferę. Dodam, że startuję w doborowym towarzystwie i pierwszy raz, w biegu ulicznym, jako teamowy zawodnik Natural Born Runners :) . Powodzenia i do zobaczenia na starcie. PS Karol, dziękuję za cenne uwagi.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.