GÓRY, STARTY, WYRYPY
Zostaw komentarz

Uprzejmie donoszę, że

Góry Stołowe

Biegam, można powiedzieć nawet, że trenuję. Wyginam grzbiet i naciągam gruby brzucho. Nie oszczędzam się i systematycznie uprawiam wiejski crossfit. Pięć razy w tygodniu zaliczam półtoragodzinny trening. Walczę z leniem, bo lenia miewam wielkiego jak jasna cholera. Potem pracuję, buduję, urządzam, tworzę, a w wolnej chwili, okazuje się, że bloguję.

Tak, powrót do pisania o biegowej pasji stał się faktem. No ale cóż to byłoby za pisanie bez napierania, bez startów, bez przygód? Czy mam jakieś plany? Jasne! Bo pozostało kilka biegowych marzeń do spełnienia, całkiem sporo imprez i tras do przebiegnięcia. Choć do biegania podchodzę na wielkim luzie, a do startów to już w ogóle z mega dystansem, bardzo marszobiegowo, bo z obecną formą nie mam co szaleć, to jednak pojawiło się kilka punktów do odhaczenia na startowej liście. Przyznam się, że pozapisywałem się, pozgłaszałem się jak szalony w ostatnim czasie. I tak, z wielką radością, pojawię się na Śnieżnych Konwaliach (już w najbliższy weekend – ha! zabrzmiało niczym z zapowiedzi tv), przebiegnę 15 km na trasie, organizowanego w Bukówcu Górnym, Biegu Sokoła (z całego serca polecam tę imprezę), z nieukrywaną radością pomknę poprzez lasy trzech powiatów podczas Ultra GWiNT oraz kolejny raz zmierzę się z niewysokimi, lecz wysysającymi moc, odbierającymi chęć do ruszania kończynami, zamieniającymi w biegowe zombie, szczytami Gór Wałbrzyskich oraz Kamiennych, w trakcie Sudeckiej Setki.

Jakże ja tęsknię za bieganiem po górach. Jak to powiedział klasyk: „żeby biegać po górach, to trzeba… biegać po górach”. Dlatego przeproszę szczyty, przełęcze, zacienione dolinki, kręte szlaki. Wyruszę w góry, pomiędzy skały, na grań.

Ten rok będzie stał pod znakiem górskich wycieczek. Nie tylko biegowych, ale też fastpackingowych, z aparatem w dłoni i szybkim przemieszczaniem się i zachłannym pochłanianiem krajobrazów. (Na blogu, obok treści, pojawi się sporo fotografii. Strona wymaga jeszcze kilku poprawek i przystosowania galerii, ale zajmę się tym w odpowiednim czasie, tak, aby móc podzielić się tym, co ujrzałem w obiektywie.) Po kontuzji kolana nie czuję się pewnie, boję się, że przesadzę podczas treningów, czy na trasie zawodów, dlatego te wycieczki, turystyka, będą moim wentylem bezpieczeństwa. Aby biegać, muszę nauczyć się chodzić, a powrót do formy będzie wymagać ode mnie cierpliwości, której nie mam za wiele.

Nic to. W każdym razie nadal planuję, nadal snuję marzenia i nadal pałam chęcią, aby się konkretnie sponiewierać. I czy to zrobię za rok, czy za dwa, nie ma największego znaczenia, ważne jest to, że podejmuję wyzwanie i napieprzam przed siebie.

Dodaj komentarz