INNE
komentarzy 5

Wystarczy wyjść z domu

Staliśmy się więźniami własnych mieszkań. Mamy w nich wszystko, co potrzebne do życia: internet, tv, konsole, pełną lodówkę, wodę w kranie. Sąsiadów widujemy wychodząc do lub wracając z pracy. Na zakupy, do oddalonego o sześćset metrów marketu, jeździmy autami. W 50-tysięcznym mieście, na osiedlu zbudowanym z wielkiej betonowej płyty, można spotkać garstkę ludzi. Spacerowiczów i właścicieli psów ze swoimi pupilami oraz biegnących lub śmigających na swych bicyklach freaków.

Kiedy opowiadam znajomym o biegowych przygodach, spotykam się z różnymi reakcjami. Najczęściej są to niedowierzanie oraz zafascynowanie. Grupa niedowiarków ma mnie za kompletnego dziwaka i pomyleńca – bo trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby biegać i to po górach, i to po kilkadziesiąt kilometrów, i to bez odpoczynku! Z nimi nie dyskutuję, szkoda energii. Grupa zafascynowanych, to ukryci romantycy, skłonni zaryzykować, opuścić swoje ciepłe i wygodne fotele, żeby poczuć smak przygody. Tej grupie lubię poświęcać czas, bo warto. Opowiadam ze szczegółami każdy detal odkryty na trasie. Dzielę się trudami biegu, obawami, spostrzeżeniami. Roztaczam przed nimi wspaniałe widoki, które dane mi było podziwiać, na przykład wtedy, kiedy nad ranem wspinałem się na górską grań. I kiedy kończę snuć opowieści, zazwyczaj słyszę: Jak ty to robisz? Też bym tak chciała, też bym tak chciał. A wtedy…

Wtedy odpowiadam, że znalazłem alternatywę. Wybrałem niewygodę i dyskomfort. Regularny trening bez względu na porę roku, aurę, czy inne okoliczności. Skazałem się na wyrzeczenia i samodyscyplinę, bo zapragnąłem czegoś innego niż zwykłej wegetacji. Wybrałem przygodę. Co mam w zamian? Wygrywam marzenia.

Znacie to uczucie, kiedy uświadamiacie sobie, że czas upływa, na liczniku wybiła kolejna wiosna, a wy czujecie pustkę, bo nic się w waszym życiu nie dzieje, niczego do tej pory nie dokonaliście? Chcielibyście przeżyć przygodę? Zmienić swoje życie? Wyrwać się z objęć beznadziejności i bylejakości? Oddychać pełną piersią? Robić szalone i nie zawsze bezpieczne rzeczy? Zrobić coś dla siebie? Zacząć żyć?

Kiedy wspominam o niewygodach, poświęceniu, czasami o bólu będącym konsekwencją biegu, padają nowe pytania: Ale jak to, trening? Inaczej się nie da? Odpowiadam wtedy: Jasne, że się da! Chcesz zmienić swoje życie, rozpocząć wielką przygodę, zacząć odkrywać, poznawać, przeżywać, doświadczać, żyć? To takie proste, bo… Wystarczy, że wyjdziesz z domu! 

Komentarze: 5

  1. Pięknie powiedziane Bormanie. Tu nie trzeba cudów, wystarczy ruszyć dupsko.

    Z tymi dojazdami wszędzie autem to ciekawostka jest taka, że działa to w mniejszych miastach bardziej niż w dużych. My na przystanek mamy 900m i jest to normalny dystans jaki pokonujemy w drodze do/z pracy. W małych miasteczkach ludzie mają tyle do pracy/kościoła i rzadko pokonują ten dystans pieszo;)

    • borman says

      Dokładnie. To kwestia percepcji i pojmowania odległości. Natomiast smutne jest to, że niezależnie od tego czy mieszka się w małym, czy dużym mieście częściej wybiera się pojazd od własnych nóg. A rzucony tekst typu „a przejdę się” bywa niemałym dziwactwem :) .

  2. Dla niektórych to wyjście z domu jest właśnie najtrudniejsze… Siedzą tylko przed komputerem, kupując kolejne rolki, buty biegowe, rowery na necie, które koniec końców stoją i czekają na „od poniedziałku”, „wiosnę”…

    Cieszę się, że do nich nie należę :) :) i marzę o kolejnych wzywaniach :)

Odpowiedz na „DorotaAnuluj pisanie odpowiedzi