INNE
komentarzy 10

Zdrowie fizyczne i psychiczne – zwalniam, szkoda życia

 

Odpuszczam. Mój organizm, mój umysł wyje o chwilę wytchnienia.

Trenuję rzadko, raczej wcale. Od startu w JT wyszedłem na trzy treningi, pokręciłem trochę korbą, zrobiłem przymiarkę do ćwiczeń Lafaya, wystartowałem w koleżeńskim maratonie kończąc w połowie dystansu, zaliczyłem wyrypę po Czeskiej i Saksońskiej Szwajcarii. Bieganie w trakcie tej wycieczki nijak mi nie wchodziło. Niby chciałem, bo miejscówka aż się prosiła, aby ją obiegać, ale z drugiej strony zatęskniłem za turystyką pieszą, nie biegową.

Postanowiłem, że po wycieczce wznowię treningi, zakończę roztrenowanie i zajmę się budowaniem fundamentu pod dwudziestotygodniowy okres treningowy. Przez chwilę dostałem motywacyjnego kopa – Marcin Pawłowski pobiegł kaliską setkę (Supermaraton Kalisia) poniżej ośmiu i pół godziny. Taki wynik! Taki wynik nie bierze się z nicnieróbstwa. Uświadomienie, a raczej przypomnienie sobie tej prostej zależności, zadziałało podnosząc morale, nie zważając na konsekwencje. A konsekwencje?

Od ponad miesiąca żyję na wysokich obrotach. Praca, dom, praca, praca, dom, praca, praca, praca… Nadmiar stresu, nawał zajęć, dodatkowe zlecenia, przygotowanie do nadchodzącej zimy. Deficyt czasu – dwoma słowami. Frustracja rośnie, do niej równolegle, zmęczenie. Coraz trudniej wyjść na trening. Trudniej skupić się na ćwiczeniach. Brak snu i niedostateczna regeneracja, klapa na całej linii. Wydawało mi się, że trzy tygodnie praktycznie bez treningów wystarczą aby wypocząć… nie wystarczą. Trzy dni mocnej gimnastyki, do tego dwa wybiegania, kilkanaście kilometrów kręcenia korbą i … i miarka się przebrała. W ostatniej chwili podjąłem słuszną decyzję, że muszę przystopować, że nie ma, co się żyłować, że należy wziąć sobie (w końcu) do serca wszystkie dobre rady i odpocząć, odpocząć naprawdę.

Wszystkie powyższe elementy powodują to, że czuję jakby świat poruszał się swoim tempem, a ja pędził jak wariat, na złamanie karku. Na bezdechu, pogrążony w chaosie, staram się wykonać wszystkie zadania. Z marnym efektem. Pięć prac zaczętych, rozgrzebanych, prowadzonych równocześnie, niedokończonych. Na biurku papierów i nowych spraw przybywa, a to dzięki, nazwę to/ich/jego „bezlitosnym skrzatem”. Czy ja marudzę?

Wpadłem do wnętrza teleportu czasoprzestrzennego. Jest poniedziałek – mrugnięcie powiek – jest piątek. Następnie weekend – chwila na złapanie oddechu. I ponownie, poniedziałek, mrugnięcie powiek i jest już piątek. Cholerne przelatywanie życia przez palce dopadło i mnie. Muszę odzyskać czas, mój czas. Chcę, aby tydzień znowu trwał tyle ile trwać powinien, a nie był tylko chwilą, w której nie mieszczę się nawet z prozaicznymi czynnościami. Pora powalczyć z tym paskudnym zjawiskiem, z niesprzyjającymi okolicznościami, z niewygodnym otoczeniem dlatego …

… zwalniam. Porzucam wyzwania, czternastodniowe testy, treningi na kolejny tydzień, dietę, której i tak nie przestrzegam. Wywalam do kosza małe, niedokończone sprawy, których nie warto kończyć, a które wysysają energię jak mega duże pijawki. Rezygnuję z rozpraszaczy uwagi: sajonara Facebook! Stanę się asertywnym skurczybykiem, lub po prostu powiem – dość! Zagłębię się w lekturze – jakie to stymulujące: być w bibliotece, spokojnie bez pośpiechu wybierać książki na najbliższe dni… i ta cisza. Mam ochotę oddawać się drobnym przyjemnościom. Przestać myśleć. Tak. Wyłączyć myślenie. Skupić się na sobie i… 

…odpocząć. Daniels, w swej książce pisze o korzyściach płynących z planowanej przerwy w trenowaniu. O tym, że umiarkowany trening i odpowiedni odpoczynek mają pozytywny wpływ na zdrowie psychicznie i fizyczne. Jest czas na zaleczenie drobnych kontuzji. (Po JT nadwyrężyłem ścięgno Achillesa, które bolało przez jakiś czas, a i teraz ból powraca.)  Znajduje też pozytywną stronę przejadania się podczas takiej przerwy, np. uzupełnia się uszczuplone zapasy żelaza (na marginesie, właśnie piekę ciasto drożdżowe z dynią, jabłkami i kruszonką). Zwraca uwagę na to, że po planowanej przerwie wraca się z większym entuzjazmem do treningu. To mnie przekonuje, dlatego bez ciśnień, bez wyrzutów sumienia, że tracę czas zamiast nabijać kolejne kilometry, poświęcę ten i kolejny tydzień na odpoczynek. Poczytam, pokręcę korbą, pospaceruję z dziewczynkami po lesie, pobiegam po krzakach z Luną – pełen chillout, dla zdrowia fizycznego, dla zdrowia psychicznego, dla mnie!

 

foto: pochodzi z bloga The Urban Alchemist

Komentarze: 10

  1. Ja o opuszczeni FB myślę już od jakichś 2 miesięcy. I teraz się zdecydowałem, 6 listopada koniec z FB.

    Trochę Ci się nie dziwię z tą przerwą. Szczerze mówiąc ja już czekam na półmaraton w Kościanie, bo wiem, że po nim mam koniec, przerwę i odpoczynek od biegania. Dużo w tym roku nie biegałem, ale chcę odpocząć. Następny rok zaplanuję nieco inaczej z większą uwagą na to, by treningi przynosiły radochę.

    Pozdrawiam!

  2. Ultrasetka says

    Oj wiem coś o takich tygodniach, które mają tylko poniedziałek i piątek. Podoba mi się Twoje podejście do bezlitosnego skrzata :)

  3. Kuba,

    6 listopada? Wiem już! Prowadzisz profil Półmaratonu Kościan stąd ta data :) .

    W tym roku biegałem sporo, choć nie tyle ile planowałem. Powiedzmy 70% zakładanego dystansu rocznego. Startowałem niezbyt często, ale oprócz startów „organizowałem” wyrypy spod szyldu NBR, tak że wypełniły one lukę.

    O tak, fun musi być, choć jeśli liczyć na widoczny progres należy brać pod uwagę i sytuację mało komfortowe, hardocorowe, z tym, że do pierwszego startu. Jeśli będzie udany, morale podskoczy. Tak miałem po Maniackiej 10. Mój zapał ostudził start w Biegu Sokoła, ale o tym już wiesz :) .

    Czekam więc z niecierpliwością na Twoje miesięczne sprawozdania z treningu. Ciekawi mnie jak będą wyglądać te treningi przynoszące wiele radości :) .

    Ultrasetka,
    Paskudne skrzaty, mogę o nich wiele zdań napisać. Niezbyt pochlebnych zdań. Dziś zrobiłem pierwszy krok na drodze ku niezależności od skrzata/tów. Czuję się doskonale, niemal jak bohater :) .

  4. Trzymam kciuki, żebyś, jak to napisałeś, „odzyskał swój czas”. Też ostatnio doszedłem do wniosku, że warto zrezygnować z rzeczy, które robimy, a które nic nie wnoszą do życia.

  5. Hej Adam!

    Dziękuję za wsparcie, przyda się doping w tej trudnej konkurencji :) .
    Zgadzam się z Tobą. Życie jest zbyt krótkie aby tracić czas na „jałowe czynności”. Wolę szukać emocji w realnym świecie niż na ekranie telepudła lub w sieci. Żadne Discovery HD nie odda pachnącej wiosną łąki, wonnej żywicy czy halnego wiatru.

  6. Chyba nie dodało mojego ostatniego komentarza…

    Mam nadzieję, że propozycja wspólnego wyjazdu na funex’a jest aktualna, pomimo drobnej przerwy w treningach. Mam załatwione auto i kierowcę ;)

    P.s. Chyba wszyscy mają jesienny okres załamania formy, więc głowa do góry!

  7. Marcin, alleluja! chciałoby się krzyknąć, twój tok rozumowania jest bardzo prawidłowy :) Jeśli zapier… w pracy to nie możesz zapier…. też w czasie wolnym, bo wtedy będziesz zapier … 24h, długo się psychicznie nie wytrzyma a organizm się upomni. Kiedy uporządkujesz czas, bardzo szybko zatęsknisz za wysiłkiem. Za tę pomyślną operację trzymam kciuki :)

    „Sen też jest bronią” jak mawiał Jason Bourne.

  8. Irek,
    w mojej obecnej sytuacji, gdy formy brak, nie wiem czy jest sens startować. Napiszę do Ciebie.

    Jip,
    Alleluja :) !
    Od ponad dwóch tygodni odpoczywam. Na pełnym wypoczynku trudne sprawy same się rozwiązują. Nie ma ciśnień i tego cholernego pośpiechu. Jest chillout :) .

  9. Pingback: Złapać drugi oddech – niedokończony wpis

Dodaj komentarz