INNE
komentarzy: 1

Złapać drugi oddech – niedokończony wpis

Dziś w planie miałem zakończyć wpis o afirmacji i o sentencjach motywacyjnych. Pomyślałem, że najpierw przygotuję masę na batony energetyczne, a kiedy ta będzie pęcznieć ja spokojnie zabiorę się do pracy. Zaplanowałem nawet krótką przerwę – wstawię masę do piekarnika, wrócę i ogarnę ponownie tekst. Wizualizowałem sobie, jak składam zdania, a dookoła roznosi się niesamowity aromat piekących się batoników. Jednak, zanim otworzyłem plik z zapisanym wcześniej tekstem, zalogowałem się na konto wordpress, aby poszukać w bibliotece mediów odpowiednio pasującą ilustrację. I w tym momencie mój wzrok zatrzymał się na niedokończonym wpisie sprzed miesięcy. To była trzecia część opowieści o mojej wędrówce naprawczej z czerwca.

Przeglądnąłem załączoną do wpisu galerię i… i mnie poraziło.

Lubię jesień, kocham jak bukowy las w złoto się zamienia, a ciepły promień potęguję złoty blask. Lubię, kiedy biegnę, a pod nogami szeleszczą liście. Lubię odgłos spadających żołędzi, zapach grzybni. Lubię krajobraz skąpany w żółci i czerwieni. Lubię…

Jesień ma jedną wadę, kiedy kolor blaknie, a żółć zamienia się w szarobrunatne coś, moje przygnębienie rośnie. To podczas jesieni przemijanie jest tak obscenicznie jawne. Wdziera się w umysł i kala swoją bezduszną intensywnością – choć tej bolącej prawdy nie chcę oglądać – oczy. I wtedy znajduję ten wpis, z tą galerią zdjęć. Jest czerwcowy, słoneczny dzień. Jestem ja i moje demony. Dookoła panuje kojąca zieleń, a przepiękne otoczenie zamku Cisy wprawia w przyjemne osłupienie. Wędruję. Odkrywam. Nawet mijani turyści na szlaku są życzliwsi, szczerzej i szerzej się uśmiechają. Tak, to był piękny początek lata.

Kiedyś napisałem, że muszę odzyskać swój czas, bo życie przelatuje mi przez palce. Walczyłem z tym jak lew, zginałem jak mucha. Zwolnić? To jest nierealne,  to poza mną! Jednak, kiedy przeglądałem kolejne fotki, olśniło mnie. Myślałem, że to się dzieje niezależnie ode mnie, bez mojego wpływu, ale to ja, a nie otoczenie, jestem przyczyną takiego stanu rzeczy. Zbyt skupiam się na tym, co było lub będzie. Nie żyję chwilą! Nie potrafię cieszyć się z tego, co tu i teraz. Ciągle pędzę do przodu, zatrzymuję na chwilę, łapię głęboki oddech i ruszam dalej, śpiesząc się w swej zachłanności odkrywania tego, co nieodkryte. Zachwycam się ogółem, tracąc przy tym najpiękniejsze szczegóły życia. Tylko jak cieszyć się z tego, co teraz, skoro ta chwila jest tak przygnębiająca? Zabrakło entuzjazmu i pozytywnego myślenia? Czy negatywne myśli mają wpływ na pozytywne kształtowanie rzeczywistości? Czy właśnie dlatego uciekam w przeszłość, nazywając to sentymentem, albo czekam na to co będzie, licząc że życie się odmieni?

Myślę, że właśnie poczyniłem odpowiedni wstęp do wpisu traktującego o afirmacji…

[simpleviewer gallery_id=”24″]

Komentarze: 1

  1. Młody człowiek na coś czeka, stary wspomina… Ale nie musi tak być, warto chyba ćwiczyć się w zauważaniu chwil… Rzadko kiedy chwile są tak złe, by nie dało się w nich znaleźć jakiegoś pozytywu… Tak myślę. :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.